Wyspani, lekko zrumienieni przez szalejące dnia poprzedniego słońce, wstaliśmy skoro świt, gotowi do ponownego wyruszenia na szlak. W końcu trzeba było wykorzystać pogodę do granic możliwości.
Tego dnia za cel obraliśmy sobie źródło Łaby i w zależności od czasu wejście na Szrenicę od strony Czech. Plan był gotowy, więc wyruszyliśmy z Harrachova szlakiem żółtym, mijając po drodze Muzeum Narciarstwa - niestety było zamknięte. :/ Po około godzinnym spacerku dotarliśmy do Mumlavskiej Boudy.
Tutaj weszliśmy na szlak niebieski, prowadzący wzdłuż rzeki Mumlava i wiodący nas do skrzyżowania ze szlakiem żółtym, którym biegnie Česká cesta. Zanim tam jednak ruszyliśmy, "zmarudziliśmy" trochę w pobliżu Mumlavskiej Boudy, a dokładniej przy Mumlawskim Wodospadzie (Mumlavský vodopád). Słońce sprawiło, że zalegający w wyższych partiach śnieg zaczął się szybko topić, a to spowodowało spiętrzenie wód Mumlavy. Sam wodospad spadał wręcz dziką kaskadą. Unoszone przez ruch powietrza kropelki wody idealnie chłodziły. Idealny, górski, poranny prysznic. ;)
Mumlava
Mumlavsky Vodopad
Po zrobieniu kilku zdjęć, ruszyliśmy dalej leśną ścieżką, która za chwilę zniknęła pod zalegającym śniegiem. Jak na złość zapomniałam (chyba po raz pierwszy w życiu) stuptutów, więc śnieg nieustannie próbował zaprzyjaźnić się z moimi spodniami i wnętrzem butów :D A śnieg, jak to śnieg, szczególnie taki nadtopiony, kiedy nie do końca wiadomo co jest pod spodem, co jakiś czas powodował, że zapadaliśmy się powyżej kolan. Nie powiem, męczące. Zdecydowanie wolę brodzenie w świeżym puchu - choćby go było do pasa :D
Słońce dawało czadu, więc nawet w lesie nie dało się zdjąć okularów, bo tak odbijało się od śniegu, że nic nie było widać. Swoją drogą, dobrze, że nie zapomniałam zabrać patrzałek ochronnych, bo bym chyba oślepła. Nie powiem, zbyt wyjściowo później nie wyglądałam, bo się lekko na facjacie jednak odbiły :D
Po około półtorej godziny dotarliśmy do skrzyżowania szlaków pod tytułem Krakonošova snídaně.
Coraz wyżej - gorączka śnieżnej wiosny ;)
Nie mogło zabraknąć widoku na "Królewnę"
W oddali stacja przekaźnikowa RTV
Wypłaszczenie teren zrobiło swoje i wiatr wiał bardzo mocno - jak to dobrze, że oprócz wody na podorędziu mieliśmy herbatkę w termosie ;) Tak więc po łyku herbaty i heja dalej.

Gdy wyruszaliśmy na szlak, planowaliśmy wejście na Szrenicę, jednak wiatr zweryfikował te plany. W końcu to żadna frajda, iść tylko po to, by iść i nie móc się nawet rozejrzeć, bo wiatr zbyt boleśnie smaga facjatę.
Tak więc przy źródle zrobiliśmy nawrotkę i ruszyliśmy w drogę powrotną do Harrachova. Tym razem zahaczyliśmy o szlak biegnący koło Voseckiej Boudy.


Osobiście, mimo, że to nie pierwszy widziany przeze mnie wodospad, byłam pod wrażeniem siły natury.
Można więc odhaczyć kolejny udany, górski dzień pełen słońca i śniegu, w który z chęcią włożyłoby się spieczoną słońcem facjatę.